• Home
  • Certyfikat ekologiczny dla piczykawy

Certyfikat ekologiczny dla piczykawy

 

Do niedawna jedynymi informacjami z globalnego pola bitwy o nasze żołądki i portfele były wyniki finansowe światowych koncernów żywieniowych, wzrost ich akcji na giełdach oraz czasem, że oto prezes jednego z nich, wart dziesiątki milionów zielonych (prezes, bo wartości koncernów liczy się w dziesiątkach i setkach zielonych, nie mających nic wspólnego z eko, miliardów…) przeszedł do innego globalnego naciągacza… Za podwójną rzecz jasna stawkę.

Tak dobrze żarło i co? Zdechło?

cielaczek

Od pewnego czasu pojawiają się tu i ówdzie wiadomości, że owe koncerny - z litości, ale przede wszystkim, aby nieopatrznie im nie pomagać w pozycjonowaniu, nie będziemy wymieniać ich nazw – ostatnimi czasy cienko przędą. To doprawdy bad news dla byczących się, zestresowanych właścicieli i udziałowców, ale przede wszystkim członków zarządów. Mogłoby dojść do obniżenia dywidend, premii lub, co nie do pomyślenia, pensji kontraktowych nadzorców tych interesów. Bo franczyzobiorcy oraz szeregowi pracownicy na workach wypchanych zielonym sianem nie śpią, bynajmniej.

Czemu to cieniej, bo przecież jeszcze nie cienko, przędą? Powody są proste. Ludzie dosyć już mają śmieciowego jedzenia i picia, po którym wielu niedobrze się robi na duszy i obrzydliwie na ciele, co zresztą gołym okiem widać, a nawet …czuć! Ponadto rośnie (i takim wzrostom mówimy za pewnym, dzisiaj też mocno podupadłym Klasykiem: Yes! Yes! Yes!) świadomość.

Rośnie świadomość? Co za wiadomość…

Ano, że picie tej słodkiej, gazowanej berbeluchy truje ludzki organizm i świadomość do potęgi. Że rozpychanie wygłodniałego bebecha uroczo ponazywanymi, zbudowanymi przez inżynierów od żywnościowej ściemy ze składników hodowanych w fatalnych warunkach i zabójczych dla normalnego organizmu „daniami”: „Zagraża Twojemu zdrowiu i może być przyczyną wielu chorób”. Niby to wiemy, podobnie jak z papierosami, ale może dopiero napisy ostrzegawcze na takim produkcie dadzą więcej do myślenia. Bo z działaniem zawsze gorzej.

Ale i to coś się dzieje…

Boom na eko żywność, czyli jak zwrócił mi uwagę mój kolega Mariusz, żywność, nie ma precedensu. (To nie żywność hodowana w normalnych warunkach, z uniknięciem przemysłowej przesady i związanych z tym nowotworów – dosłownie i w przenośni – powinna się uwiarygadniać poprzez dodawanie określeń: eko żywność, żywność certyfikowana, zdrowa żywność itd. Marketingowcom palą się zwoje, zamiast odebrać temu co fałszywe lub trujące miano żywności, nadać stygmatyzujące, znane przecież doskonale nam z przeszłości wyroby czekoladopodobne, pieczeń a la kaczka itd. Czy kiedyś nie było biedniej, ale uczciwiej? To osobny temat… A więc nazywajmy te zapchajbrzuchy wyrobami żywnosciopodobnymi, a owe napoje, które z nazwy swej powinny p o i ć, a wywołują pragnienie „a la napojami”…Ciekawe co na to AlaJ)

Nawet u zaciekłych wrogów eko życia, eko jedzenia i eko myślenia, czyli w supermarketach i dyskontach pojawiają się stoiska na których widać żywność opatrzoną zielonym listkiem. Coraz więcej ludzi o taką żywność pyta, kupuje stacjonarnie i w internecie. Mówią o tym statystyki i raporty, nie kłamią nowe w tym kierunku inicjatywy. Na profilu eko-gielda.pl przed 4 miesiącami nasz specjalny wysłannik do Kazachstanu znalazł i tam baraczek z eko produktami, co - nie będziemy kryć – i zdumiało nas i ucieszyło.

Jedni nazywają to modą i wieszczą jej rychłe przeminięcie. Ale inni już trendem, którego, co ciekawe, prorokują, nie da się już odwrócić. Potwierdzeniem tej ostatniej tezy byłyby rozpaczliwe (Tonący brzytwy się chwyta… ile mądrości w porzekadłach ludowych, tylko kto jeszcze z młodych wie, co to brzytwa i jak nią operować…) działania tzw. światowych marek, czyli wywołanych na początku do tablicy, choć nie po nazwisku, koncernów, specjalistów od podstępnego wciskania i wlewania nam… w usta.

Wydają teraz swoje ciężko wydarte dzieciom i dorosłym pieniądze na kampanie medialne i udowadnianie, że masa jajeczna użyta do robienia (cenzura…) składa się z …jajek, frytki z ziemniaków, a kotlety o nazwie wołowych mają w sobie choć trochę… wołowiny.

Co więcej…

O zgrozo, zaczynają w swoich budkach przygotowywać na miejscu jedzenie: sałatki z kaszy kuskus, brązowy ryż, tartę z fetą i dynią itp. Nie cieszcie się śmieciowi fani, jeszcze nie u nas… Tu trzeba rynek oparty na głupocie i lenistwie wydrenować do końca. A wcześniej sprawdzić, czy brązowy ryż nie kojarzy się podejrzanie – np. z brudem, a kuskus… z terrorystami.

Inny wlewacz berbeluchy chce przekonywać i to globalnie, że …mleko jest zdrowe! Ale już na początku przegiął, bo kampania ze zdjęciami modelki ubranej w sukienkę z mleka okazała się dla publiki niesmaczna.

Pewien gigant, ten jeszcze na szczęście nie zdążył się do nas przeprawić zza oceanu, przeprasza że serwował wieprzowinę produkowaną w skandalicznych warunkach. Przeprasza prawiczek, bo nie wiedział i wszystko zrzuca na producenta wg starej, dobrej, bo sprawdzonej wielokrotnie metody: Łapaj złodzieja!

Następny...

ten akurat nas też robi, on akurat na okrągło… Jako zręczny od lat surfer wskakuje na falę z napisem „Dieta bezglutenowa” i będzie robił swoje placki jako zdrowe, opowiadając przy tym nowe bajki: prawie jak producent wyrobu z listkiem „żywność certyfikowana” nie będzie mieszał mąki bezglutenowej z mąkopodobną, a do krojenia użyje specjalnych noży… Agencje PR już zacierają ręce i podają numery kont.

Najwięcej atrakcji i zasadzek przygotowują spece od sieci gromadzących piczykawy (pijących kawę). Są u nas i wkrótce dowiecie się, jak to podstępnie wyciąga się wam z portfela złote i zamienia na zielone. Albo się i nie dowiecie. Czasem faktycznie lepiej nie wiedzieć…

bydlo

 

Inny wybitny fachowiec (dobrze nam znany, więc piczykolo), obecny na polskim rynku od epoki Gierka, kiedy sprzedał nam pierwsze licencje zaczyna budowanie swego zielonego wizerunku poprzez produkt, a nie same spoty reklamowe. Zaznacza z dumą, że do produkcji opakowań pewnego piczyproduktu (autocenzura…) zużywa mniej plastiku, którego rozwożenie nie wymaga takiego nakładu energii, jak w wypadku tradycyjnych a la napojów wleczonych tirami. Jeśli już pojawiają się spoty tej marki, to w większości wyglądają (bo tak ma być, by lepiej ściemnić) jak zapętlone produkcje amatorskie.

Przykłady można mnożyć. Stresu od tego raczej nie ubędzie. Zwłaszcza dla tych, którzy na eko rynku działają od niedawna. Walka z gigantami, którzy na paskach z wypłatami prowadzą stada wysoce wyspecjalizowanych agencji PR i reklamy, przypomina starcie Dawida z Goliatem. Na razie Goliat próbuje przymierzać się, jak byłoby mu w zielonym ubranku, no nie przesadzajmy, z zieloną łatką, bo to i taniej i mniej zachodu.

Nie dajmy się zwieść tej grze pozorów. Kapitalizm z ludzką twarzą zawsze zostanie kapitalizmem, a farbowany socjalista – socjalistą. Dlatego mówmy: Sprawdzam! – kiedy tylko się da. Nie dajmy się oszukać kosmetycznym zmianom.

Czytajmy doniesienia i… etykiety.

Patrzmy na kolory i certyfikaty.

Nic nie zostało nam nigdy dane na zawsze.

Andrzej Pustelnik

eko-gielda.plDemoprodukty pełne życia
    • Eko-Gielda

      Właścicielem Platformy
      EKO-GIELDA.PL
      jest:
       
      EKO-GIELDA sp. z o.o.
      Plac Solny 16
      50-062 Wrocław
       
      NIP 6772340905
      REGON 121198623
      KRS 0000353435
       
      tel.(+48) 514 150 078

       

    • Napisz do nas